W karnawale - razowe róże i chrupiący chrust

Powiedział Bartek - zaraz Tłusty Czwartek
a Bartkowa uwierzyła - pączków, chrustów nasmażyła

Jak tam u Was z karnawałem? Tańczycie na "dancingach",  chadzacie na bale przebierańców, a może tak jak u mnie rozpusta w kuchni? Tak tak, karnawał przy garach trwa! Chce mi się krzątać, kręcić, smażyć góry faworków, wyrabiać ciasto na pączki, których od ubiegłego roku już się nieco mniej boję... No a najfajniej to taki karnawał w kuchni odbywać towarzysko - na wspólnym wycinaniu chrustu, wykrawaniu krążków na karnawałowe róże, na pogaduchach i babskich śmichach-chichach. Mam już takie dwa karnawałowe spotkania za sobą, a jeszcze dwa mnie czekają - i jak tu nie lubić tego wesołego czasu po Trzech Królach a przed Popielcową Środą. W tym roku poszalałyśmy - były faworki i róże karnawałowe, a nawet razowe róże!


Gołąbki abarot - tydzień 3

Hmmm nie wiem jak mi dalej pójdzie zabawa z realizowaniem przepisów na kolejne tygodnie według wskazówek, ale tym razem miałam trochę radosnej zabawy. O gołąbkach z mojego rodzinnego domu już pisałam - u nas były w kapuście, bez ryżu, bez pomidorów - włoska kapusta faszerowana mięsem. Takie proste, a wyśmienite.  Czytając zatem przepis na trzeci tydzień roku w książce Adama Gesslera, ciut się pośmiałam, że nie tylko ja z nazwą tego dania miałam w dzieciństwie skojarzenia, że jest z gołębiego mięsa :) "Gołąbki" smakowały mi najlepiej właśnie tak, jak robili je rodzice - z mięsem w środku, a kapustą na zewnątrz.  To, że w tej "poprawnej" wersji je lubię, nie oznaczało jednak, iż nie wypróbuję proponowanej przez autora książki wersji "wspak", czy jak ją nazwałam - gołąbki abarot (оборот) ;0)

 

Crêpes Suzette - tydzień 2

Jakie to szczęście, że od wczoraj za oknem biało, inaczej bym nie uwierzyła, że to już karnawał. Trzej Królowie pojechali, a aura wciąż była "jakby listopadowa" brrr... Teraz wprawdzie w zaspach nie grzęznę, ale przynajmniej namiastkę zimy mamy. Już tak się przyzwyczaiłam do niedzielnych rozkoszy śniadaniowych, ze nawet jak pół domu wyjechało na ferie, to nie mam ochoty na nic prostego i nieskomplikowanego. Ot niedziela, cudna niedziela, ze śniegiem za oknem - czas na coś pysznego. A że dziś idę na obiad proszono-niespodziankowy, to na śniadanie chciało mi się pobawić w kuchni. Co powiedzie na crêpes suzette?  




Chleb na 1 tydzień roku ... i konkurs

Książki, księgi, książeczki. Od zawsze są obecne w moim życiu. Jedną z pierwszych bajek, które przeczytałam sama był "Baj" - chodzi Baj po ścianie w krasnym kaftanie... potem były Dzieci z Bullerbyn, Pan Kleks, Cukiernia pod Pierożkiem z Wiśniami. Czytałam, połykałam je pospiesznie, odkładałam na półkę lub zwracałam do biblioteki i nudziłam mamę, żeby mi kupiła mój własny egzemplarz. Wiele z nich dokupiłam do domowej biblioteki dopiero, gdy byłam dorosła. Niektórym bliskim znajomym pożyczam książki, skrupulatnie zapisując co, kiedy i komu. Niestety nauczyłam się tego dopiero, gdy miałam już własny dom i swoją bibliotekę - bezpowrotnie przepadło kilka pozycji, które w dzieciństwie pożyczyłam koleżankom i kolegom.
Zdarza mi się nie raz i nie dwa, że jakiś znajomy odwiedzi mnie w domu i po emocjonującej rozmowie o ulubionych książkach, wyciągam dla niego z biblioteczki kilka pozycji ze słowami - czytaj, to moje ukochane. Zapisuję "pożyczkę" w kajecie i czekałam na opinię o lekturze. Po jakimś czasie zwraca mi książki, rozmawiamy o nich, ale w pewnej chwili pada pytanie - słuchaj, a czy Ty je naprawdę czytałaś? Hmmm myślę sobie - ki diabeł? - no wiesz, dwie z nich były nierozcięte...  Bo ja po prostu mam swojego książkowego "miecia", książkę lubię "mieć". I nierzadko wynajduję pozycję, która wyjątkowo zapadnie w głowę - w bibliotece lub pożyczam od koleżanki, a potem pędzę do Merlina i kupuję egzemplarz dla siebie. Nierzadko miną lata nim znów do niej zajrzę, zdążę ją pożyczyć komuś, a i dziś bywają wciąż książki, które już tylko w wyniku błędu drukarskiego mają część nierozciętych stron. Mój dziadek miał nożyk do rozcinania książek, gazet i listów, czasami pozwalał mi rozciąć swoją książkę, czy gazetę. Do dziś mam ogromny sentyment do rozcinania książek nożykiem... a od kilku dni mam niezwykłą książkę gawędziarsko-kulinarną, którą musiałam sama sobie rozciąć, a która zaczyna się od chleba...
 

Noël, noël - wyniki konkursu

Słońce styczniowe lśni za oknem, aż chce się siąść na tarasie choć na chwilę i nawet choinka ma swój urok już tylko po zmroku. Bo to pierwsze dni styczniowe, dni dłuższe... "na Nowy Rok przybywa dnia na barani skok" - znacie to przysłowie? odczuwacie wydłużenie dnia?
A może ktoś czeka na... noworoczne prezenty konkursowe?


Pasztet z gęsią i rosół na gęsinie

Zaklęte we wspomnieniach smaki z dzieciństwa - babcine pasztety, mamine galaretki mięsne, wędzone przez ojca wędliny, surowa podsuszana kiełbasa od wuja z Podlasia, domowe mięsa pieczone i serwowane na zimno - właśnie takie smaki kojarzą mi się z długimi okresami świątecznymi - Bożym Narodzeniem, Wielkanocą, noworocznym obiadem i kolacją. A przy okazji spotkań świątecznych ze znajomymi, podpytywałam o ich smaki świąteczne. Obdarowywałam moją popisową potrawą wigilijną, grochem z kapustą, zostałam poczęstowana karpiem w karmelowym sosie, okazało się, że w innych domach sałatkę warzywna przygotowywana jest na warzywach gotowanych w rosole - co dom to smak, co region to inna kuchnia, ale... czy pamiętamy, by ocalić od zapomnienia "nasze" smaki? - babć, prababć, mam i wujów? To wszystko wydaje się takie proste - na święta do rodziny i zawsze wspaniale wszystko smakuje, po domowemu, jak zawsze, ale gdy przychodzi chwila refleksji, może już czas zajrzeć do kuchennych zeszytów starszych pokoleń i wydobyć, wyprosić, wybłagać przepisy na "rodzinne sekrety"? Zanim gdzieś się zapodzieją, umkną, zaginą, nim ze łzami w oczach jedynie wspominać będziemy smak babcinej strucli z makiem, domowych pączków, czy żurawinowego kisielku do picia. Ja od lat zbieram domowe przepisy w rodzinie i odtwarzam zapomniane smaki we własnej kuchni. A nawet, nawet piekę już pasztet - z gęsi :)


Ostatni konkursowy dzwonek - dzyń dzyń dzyń dzyń dzyń dzyń - Noël, noël - muzyczny konkurs gwiazdkowy 2011!

Kochani, dzwonię ostatnim dzwoneczkiem w sprawie gwiazdkowego konkursu muzycznego - przedłużyłam jego trwanie do jutra, do 27 grudnia. Wyniki ogłoszę po Nowym Roku, a tymczasem, jeśli jeszcze nie wysłaliście mi swojego utworu/zgloszenia na konkurs, prędziutko do maili!


Wigilijny gość...

Tyle cudownych, pięknych słów napisano o Świętach, o Wiglii o Bożym Narodzeniu. Tyle pięknych kolęd, piosenek i pieśni. Co roku zapędzeni, zaganiani, ostatnim oddechem siadamy do wigilijnego stołu, czy pamiętamy jeszcze piękne kolędy? Czasem jest to spokojna, radosna wieczerza z bliskimi, przełamanie opłatkiem niesie w sobie moc porozumienia, radości z bycia razem. Często jednak czas oczekiwań kończą niesnaski, które jak co roku wyłażą nieproszone z kąta. Zmęczone przygotowaniami panie domu obiecują sobie, że następnego roku skromniej, spokojniej, nie tak wystawnie... A ja w ten czas szukam tylko pogodnych myśli, szukam radości i oczekiwania, szukam uśmiechu i smutków niepamięci. Lubię tę noc, ostatnią noc przed Wigilią... i lubię noc Wigilijną, niech trwa jak najdłużej!





Puszyste ciasto klementynkowe - bardzo przedświąteczne

Klementynki - jędrne, soczyste, cudownie słodkie. Od zawsze były dla mnie przedsmakiem Świąt Bożego Narodzenia. Kilka dni przed Gwiazdką, nawet przed ubraniem choinki, kupuję torby pełne pomarańczowych klejnotów. Układałam je w koszykach na parapetach i na stoliku przy kominku. Tuż obok srebrzona patera z orzechami, żeliwnym dziadkiem do łupania i miseczką na skorupki. Rozbieramy klementynki, trzaskamy orzechy, gramy w rummicub lub scrabble. I nawet jeśli nie są gotowe śledzie, a piernik staropolski wciąż czeka na czekoladową polewę, to dla mnie już "są Święta" - czasem nawet przed Wigilią.  I w zasadzie ten okres przedświąteczny lubię najbardziej - czas oczekiwania, planowania potraw, knucia spisków ze Św. Mikołajem. Klementynki jadamy wtedy na potęgę! a od kiedy podpatrzyłam u Nigelli puszyste ciasto klementynkowe, jest mi bosko i "przedświątecznie" nawet w listopadowy, czy grudniowy, bury wieczór, gdy już na nic nie masz siły - ciasto klementynkowe jest magiczne - przywołuje Święta szybko i skutecznie... 


Wigilijna strucla makowa w cieście twarożkowym

Czy na waszych wigilijnych stołach strucla makowa jest również obowiązkowa? Ja chyba nie pamiętam Świąt Bożego Narodzenia bez tradycyjnej strucli z makiem. Zazwyczaj na Wigilię jeździliśmy do Babci, która robiła ją klasycznie - w drożdżowym cieście. Strucla była wilgotna, puszysta, przepyszna! Babcia wypiekała ich kilka  - do podania w Wigilię i dla każdego na wynos. Czasami strucla była bardziej przypieczona, często tylko lekko zarumieniona - taką lubiłam najbardziej. Babcia pokrywała każdą roladę lukrem, dekorowała kandyzowaną skórką pomarańczy, którą bardzo lubiłam wyjadać, gdy nikt nie patrzył. W naszej rodzinie było to jedyne ciasto podawane w Wigilię. Na pierniki, serniki i inne wymyśle ciasta czas przychodził dopiero dnia następnego. Babcia zmarła w 1994 roku, na początku grudnia. Te pierwsze Święta bez niej i bez jej strucli były bardzo smutne. Nie wiem jak było przez kolejne dwa, czy trzy lata. Może ktoś inny piekł struclę, może mama kupowała ją w cukierni? Ja wówczas drożdże obchodziłam z daleka i nic by mnie nie zmusiło do zrobienia ciasta z drożdżami, ale w 1997 roku chyba pierwszy raz zrobiłam wigilijną struclę sama, zupełnie nie babciną, ale taką, której się "nie bałam" - struclę makową w twarożkowym cieście, bez drożdży :)




Gęś - świętomarcińska, bożonarodzeniowa - moja pierwsza :)

Gęś, Waćpanno to stworzenie boskie niezwykle intelygentne, rozumne, przywiązuje się do człeka kiej pies. Gęś  chodzi u nogi, a Burkom syczy. Bo gęś, kochanieńka, swą dumę ma i nie da się zbałamucić, czy bele czym nakarmić. Gęś trza szanować i szacunek oddawać najsamprzód dobrem traktowaniem, paszą zdrową, wypasem po łące zielonej, a i gdy gęgać przestanie, tyż z poważaniem traktować ją należy. Gęsi puch w najlepsze piernaty upakować, pierze gęsie drzeć przyśpiewki babskie spiwając, a kiej Marcina imionny dzień nastanie, wnet z nią do komina na dwa pacierze. Jak ino Zwiozdka przyńdzie gęś w kapuście podać w Jezusa Narodzenie trza. Bo gęś, Waćpanno uszanowania godna.

Noël, noël - muzyczny konkurs gwiazdkowy 2011

Dziś 12 grudnia, Frank Sinatra obchodziłby 96 urodziny...  jak co roku wyciągam płyty pana Sinatry i słucham... piekę świąteczne ciasteczka, lukruję z dziećmi pierniczki i czas płynie jakoś inaczej, ciut spokojniej. Mimo świątecznego zamętu wokół, mam wrażenie, że zwalniam. Kilka lat temu napisałabym "wyciągam z pudła świąteczne płyty i zmieniam na kolejną, gdy igła zaszumi na końcu gramofonu". Dziś już nie gramofon, ani nawet poczciwy odtwarzacz cd. Włączam na iPodzie listę  'ChilliBite Christmas' i wsłuchuję się w dzwoneczkowe utwory z całego świata. Mam niemal 400 piosenek, pieśni i kolęd, ponad 30 godzin świątecznej muzyki i ... szukam więcej!



Piernik wileński na prażonej żytniej mące i ceramiczne patelnie

Nie wiem, czy cokolwiek jest w stanie odwieść mnie od tradycji pieczenia piernika staropolskiego na Boże Narodzenie. To prawda, że jego kilku etapowość, możliwość rozłożenia pracy w czasie jest wielką zaletą, ale... niestety czasem i wadą. Jeśli jesteśmy tuż tuż przed Świętami, a nie było czasu, by nastawić długo dojrzewające ciasto, trzeba szukać innych pomysłów na piernik. Oj zachciało mi się piernika zupełnie innego w smaku niż staropolski. A że mam wśród znajomych dzieci uczulone na pszenicę, zaproponuję im bardzo ciekawy wileński piernik na żytniej mące, który na dodatek jest bezmleczny.








Złote serce Kuby...

Dawno dawno temu, za górami i rzekami, gdzieś w małej chatynce po lasem urodził się chłopczyk, maleńki jak bochenek chleba. Tuż po jego narodzinach, gdy zapadł zmrok, dziecko i jego Mama na chwilę zmrużyli oczy ze zmęczenia. W całym lesie zaś roztaczał się niespotykany blask, który wydostawał się przez szpary okienne ich chatki...

zdjęcie z www.mojageneracja.pl

Piernik staropolski - Mikołajkowy prezent dla zapominalskich

Może być Wigilia bez śledzia, a nawet bez Mikołaja, ale tradycję pieczenia piernika staropolskiego z ogromną radością pielęgnuję i rozpowszechniam co roku. Korzenny, pachnący, przełożony domowymi powidłami z węgierek i orzechowym alkoholowym kremem. Uwielbiany przez dzieci tak bardzo, że zawsze robię podwójną porcję ciasta i gotowy piernik... zamrażam. Wyciągam potem po kawałku, by przepędzić styczniowe wciąż długie wieczory, lutowe mrozy i marcowe roztopy. Piernik staropolski lubię najbardziej za jego etapowość tak rozłożoną w czasie, by nie był kolejnym kłopotliwym daniem do przygotowania. Za małe rytuały i "magiczne zaklęcia" :) W tym roku placki piernikowe będzie wałkował najstarszy syn, a powidłami przekładała córka. Drugi syn już od listopada zapisuje na karteluszku jakie bakalie do dekoracji powinnam mu przygotować. Jest cudnie, piernikowo, rodzinnie i świątecznie. 
6 grudnia - Mikołajki to naprawdę najostatniejszy dzwonek, by nastawić piernik, jeśli jeszcze ktoś tego nie uczynił!


Prosto z lasu - pasztet z dzika i filet z sarny w cieście

Booooo dzik, jest DZIKI, dzik jest ZŁY... dzik ma bardzo ostre kły... 
ktooo spotyka w lesie dzika... ten na drzewo niech .... nie zmyka :)
Gdy miałam jakieś sześć, może siedem lat, pojechałam z moją ukochaną babcią Zosią w odwiedziny do wujostwa. Była to jakaś uroczystość rodzinna, gdyż dom był pełen ludzi - dorosłych, dzieci, rejwachu i krzątaniny. Dziś już nie pamiętam nawet jaka dokładnie relacja powinowactwa była z "wujostwem", utkwiły mi za to w głowie szczegóły przyjęcia, jakie tylko dziecko może zapamiętać. Otóż owa ciotka miała na imię Elwira, imię na tyle niespotykane, że nie mogło mi umknąć pośród Jadwig, Wand, Małgorzat, czy Anek. Jej mąż, Piotr, miał zaś w swoim gabinecie strzelbę, a na ścianie róg myśliwski. Wuj bowiem chadzał na polowania. Podczas, gdy ciotka z kobietami krzątały się w jadalni, wyjmując z kuchennej windy (sic!) kolejne potrawy, my z dzieciakami ganialiśmy wąskimi schodkami kuchennymi w górę i na dół wysokiej willi. Bardzo to było hałaśliwe i przeszkadzało w przygotowaniach, toteż na prośbę ciotki Elwiry, wuj zabrał mnie oraz kilkoro dzieci do siebie i opowiadał nam wspaniałe historie o polowaniach. O tym, jak przed świtem myśliwi spotykają się na skraju lasu - wszyscy ciepło ubrani w strojach zielonych, oliwkowych, brązowych (takie leśne ludki, myślałam sobie). Ze strzelbami w dłoniach idą cichutko, szerokim szpalerem przez las i wypatrują zwierza - dzika, sarny, zająca. Od drugiej strony zaś zbliżać się do nich mieli naganiacze, wśród którymi bywali okoliczni mieszkańcy wraz z podrośniętymi dziećmi. Nagonka głośno hałasując płoszyła zwierzynę, by ta wybiegła wprost na myśliwych. Och, jakże zamarzyło mi się dołączyć do grona naganiaczy! Prosiłam i zaklinałam wuja, pytałam o kolejny termin polowania, ale ten jedynie uśmiechał się tajemniczo i mawiał - jak skończysz 11 lat, dziewczyno. Z oczami pełnymi marzeń o leśnej wyprawie, snułam się wśród gości przyjęcia...


Na Świętego Marcina idź z gęsią do komina!

A jeśli waść nie masz własnego komina - wybierz się na gęsie święto do Przysieku pod Toruniem!
Czy wiecie, że listopad to czas pieczenia gęsi, wędzenia półgęsków, przyrządzania gęsiego pipka, gęsich pasztetów i gęsiej czerniny? Marszałek Województwa Kujawsko-Pomorskiego zaprasza na Czas na Gęsinę. Tak mało wiemy o gęsi, tak rzadko ją jadamy, a jest wspaniała - zdrowa, smaczna i ... wolna!

mat.prasowe
Gęś cudnie pieli truskawki i tak łatwo ją zaadoptować, tak tak, do przydomowego ogródka :) Pamiętam gęsi z dzieciństwa, gdy jeździłam odwiedzać rodzinę babci na Podlasiu, trochę się ich bałam i ... w sumie bałam się całkiem do niedawna, ale już nie tego, że gęś uszczypnie, ale...  jak się do niej zabrać w kuchni? Gęsiową akcję chłonę zatem pełną piersią - podpytuję, podglądam i smakuję.

Wariacja w temacie: ratatouille al dente

Czy lubicie jesienne warzywa w gorących daniach - duszone, smażone, pieczone? W kuchni, którą pamiętam z domu rodzinnego, warzywa zazwyczaj występowały solo - duszona marchewka, buraki,  faszerowane pieczarki, grzyby w śmietanie, sałatka z pomidorów, mizeria. Dużą popularnością cieszyły się potrawy z kapustą - kapusta kiszona zasmażana, różne rodzaje bigosów, czy kapusty z grzybami oraz nasza rodzinna wersja gołąbków - faszerowana mięsem włoska kapusta. Kompozycji z duszonych warzyw nie pamiętam, nic mi w głowie nie zostało, może zwyczajnie ich nie lubiłam? A teraz każdej jesieni zachwyca mnie mnogość warzyw na straganie - kolory, kształty, zapachy, ech ślinianki szaleją! Czasem nie umiem wybrać, zdecydować się "co dziś' i przywlokę wielki kosz kolorowych, pachnących warzyw. Potem dumam co tu z nich upichcić. Słucham francuskiej muzyki, szperam w przepisach włoskich i podglądam francuskie programy kulinarne. 
W moich "wczesnych dwudziestoletnich", w czasie stypendium we Francji, miałam okazję mieszkać u pewnej rodziny w Strasbourgu, która odkryła przede mną wiele francuskich smaków. To u nich nauczyłam się pić kawę z mlekiem z miseczki, jadłam croissanty maczane w tej kawie, z nimi nauczyłam się jak kupować melony na targu i jadać sery z gruszką na deser. Veronicque była mistrzynią ratatouille, a jej mąż Bruno hurtowo zamykał danie w słoikach i pasteryzował w wysokich kotłach "na zimę". Pomagałam im siekać cebulę,  cukinię, bakłażana, odzierać listki ziół z gałązek. Popijałam cafe au lait i zachwycałam się jak oboje świetnie się bawią w kuchni, jaką radość sprawia im wizyta na targu, na którym bogactwo warzyw po prostu oszałamiała. Samo ratatouille było wspaniałe, chociaż, no cóż ukrywać... bardzo niewyględne. 


Bigos z pigwą, czyli wyniki konkursu

Bardzo dziękuję za piękne historie, za przepisy, za śliczne zdjęcia i wiele miłych słów, które do mnie dotarły jako zgłoszenia do konkursu/zabawy z nagrodami - PIGWOWIEC czy PIGWA, którą ogłosiłam niedawno na blogu. Już wiem, że za rok będę poszukiwać owoców pigwowca w większej ilości, by robić z nich nalewki, konfiturę, smażyć je j kandyzować. A na bazarku polować będę na owoce pigwy do przecierów, ciast, fantastycznych mięs i na... marmoladki.
W mojej zabawie wyszedł całkiem niezły bigos - a taki to bigos, że wciąż nie odróżniamy pigwy (wysokie drzewa, owoce podobne, ale nieco większe od gruszki) i pigwowca (małe okrągłe, twarde owoce rosnące na krzaczkach, które pięknie kwitną wiosną - w sklepach ogrodniczych sadzonki do kupienia wiosną.... jaki krzew ozdobny!). Polecam zatem wszystkim, którzy brali udział w konkursie, bo zweryfikowali swoje przepisy i doprecyzowali, czy jest on z użyciem owoców pigwy, czy pigwowca.

 

O pigwie, o dawaniu i zaproszenie do zabawy z nagrodami

Życzliwość. Bezinteresowna życzliwość do całkiem obcych ludzi. Gdy to mnie ona spotyka, zawsze jestem niezwykle wzruszona. Tyle w niej dobra i pozytywnej energii, że aż zatchnąć potrafi. Mimo, iż sama uwielbiam obdarowywać innych, zaskakiwać, zadziwiać i dzielić się, to jednak częściej zdarza mi się to wobec ludzi, których już znam, chociażby przelotnie. Blogosfera kulinarna to zaś zjawisko, które ma wielką moc oddziaływania dobrocią między anonimowymi dla siebie ludźmi. Cóż bowiem my, blogerzy i blogerki kulinarne robimy wklejając kolejny wpis? Dzielimy się swoją pasją, zdradzamy tajniki kuchni - przepisów maminych, babciowych, wyszperanych. Pomysłów własnych, kreatywnych podróży między mąką, a patelnią. Czasem chcemy zmieniać świat namawiając do robienia domowego makaronu, do pieczenia chleba na zakwasie, zaklinania słońca, lata i świetlnej energii w słoikach z przetworami. Pozwalamy naszym półmiskom stygnąć, by zrobić najlepsze ujęcie świeżo grillowanej ryby, czy czekoladowego sufletu zanim opadnie. Chwilę później dzielimy się smakami, kolorami, opowieściami na własnych blogach. Odpisujemy na komentarze, dziękujemy za nie, zakładamy blogowe profile na Facebogu i uwielbiamy zdjęcia dań, które nasi czytelnicy sami upieką, ugotują, wysmażą, a na dodatek poświęcą chwilę, by wkleić je na "profilu tej blogerki". Czekam kiedy nagrodę Nobla zgarnie wynalazca sposobu, by zdjęcia potraw na ekranie komputera mogły pachnieć, bo jeszcze tylko zapachu mi brakuje na kulinarnych blogach ;)



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...