Inspirujące książki kulinarne na wiosnę

Książkowe szaleństwo w rozkwicie. Mam od kilku tygodni trochę nowych pozycji kulinarnych na kuchennej półce. Kilka mnie niesamowicie pozytywnie zaskoczyło, niektóre trochę rozczarowały. Czy to kwestia zbyt dużych oczekiwań, czy może niedostosowania odbiorcy do treści? Przy kuchennym stole zasiadam z Gordonem Ramseyem, Hanna Szymanderską, Kudłatymi Kucharzami i … Beatą Śniechowską. Zaglądam na stoły Westeros i dumam nad chlebami Hammelmana. Zajrzyjcie do księgarni, po niektóre z tych pozycji naprawdę warto sięgnąć. 


Mam ogromną satysfakcję, że moje dzieciaki już zaczynają rozpoznawać jazz, gdy sączy się z głośników, albo niespodzianie zabrzmi w samochodzie grany w naszej ulubionej stacji radiowej. To szalenie ciekawe obserwować jak różne gusta muzyczne mają dzieci, jak dojrzewają jako słuchacze, jak przeżywają własne fascynacje. Moim marzeniem jest, by szły pod prąd, nie dawały się zbałamucić muzyce z radiowych playlist. W niedzielne popołudnia siadamy całą rodziną na kanapie w salonie i czytamy książki. A w tle gra jazz. Dziś Joshua Rodman. Posłuchajcie jego "Belonging - Lopsided Lullaby"


Weekendowe siadywanie w salonie z książkami kulinarnymi to mój rytuał od kilku lat. Wyciągam z półki wszystkie ostatnie nabytki, albo sięgam po stare, dawno nie oglądane pozycje i szukam inspiracji. Czasem tylko czytam ciekawe historie, innym razem zaznaczam kolorowymi fistaszkami pomysły, które muszę zrobić w mojej kuchni. A zdarza się, że do tego przeglądania dołączają dzieci, by po chwili spisywać listę swoich "życzeń kulinarnych", które oczywiście musimy w niedługim czasie zrealizować. 

Dziś przeglądam nowe pozycje na mojej półce

Hanna Szymanderska "Z łąki na talerz"


Niewielka, żeby nie powiedzieć "skromna" pozycja, którą pięknie wydał Świat Książki. Po "Dzikiej Kuchni" Łukasza Łuczaja, pełnej pięknych zdjęć, opowieści i dość niewielkiej ilości przepisów, "Z łąki na talerz" wydaje się doskonałą kontynuacją w poszerzaniu wiedzy o "supermarkecie", który znajdziemy na każdej łące, czy obrzeżach lasu. Hanna Szymanderska snuje ciekawe opowieści o 55 roślinach, które rosną dziko wokół nas i podaje ponad 300 przepisów na ich wykorzystanie Od naprawdę prostych i banalnych sałatek, przez chmielowy omlet, wino chrzanowe i dzięgielówkę, aż po kotlety jagnięce z czosnkiem niedźwiedzim. Póki co czytam, uczę się i zbieram energię na wyprawę na łąkę, potem przyjdzie czas na testowanie przepisów.
Ale opowieści o roślinach z dzikiej łąki i przepisach to nie wszystko. Książka zawiera zachwycające rysunki omawianych roślin, autorstwa Joanny Góźdź, które chciałoby się oprawić i powiesić na ścianie. 
Książka nie jest droga i bardzo, bardzo polecam ją jako wiosenny przewodnik po czasem zapomnianych smakach, które rosną tuż obok nas.  Powiem Wam, że umiejętność zerwania "zielska" i wykorzystania go w jajecznicy, sosie do mięsa, czy jako baza do pysznego napoju potrafi zrobić ogromne wrażenie nie tylko na mieszczuchach. 
A ja mam tylko takie życzenie, żeby książka ukazała się jako e-book. Miałabym ją zawsze ze sobą na moim Kindle, z którym przecież bywam na każdej nawet spontanicznej wyprawie na łąkę na wycieczce do lasu. Taki poradnik dosłownie pod ręką byłby nieoceniony!

Hanna Szymanderska "Z łąki na talerz"
2014r, wyd. Świat Książki, 240 stron,
cena ok 23-32 zł

Dave Myers, Si King "Kudłaci Kucharze na diecie"



Od kiedy przestałam oglądać kuchnia+, niektóre gwiazdy kulinarne są mi znane tylko ze słyszenia. Podobnie jest z Kudłatymi Kucharzami, którzy mieli kilka swoich programów kulinarnych w tej stacji kilka lat temu. Dwóch sporych, sympatycznych facetów, którzy pysznie gotowali. No tak, ale i oni doszli do wniosku, że czas zmniejszyć rozmiar i przejść na dietę. Już z okładki widać ich szczuplejsze figury. Fani ich programu, którzy pamiętają Si i Dave'a sprzed diety z pewnością zauważą różnicę.
Kudłatym Kucharzom w ich postanowieniu o zrzuceniu kilogramów pomogli eksperci od zdrowego odżywiania. Panowie schudli pokaźnie - łącznie ponad 38kg, jednak podkreślają, iż nie są ekspertami od dietetyki, a w książce po prostu zdradzają co im w odchudzaniu się sprawdziło. I wiecie co, przeglądając zdjęcia nie znalazłam chyba żadnej potrawy dla z przeproszeniem "zdechlaków", czy jak sami mówią "patyczaków". Są to pomysły na lekko podkręcone, stuningowane klasyczne dania - z curry, chilli, mięsem, owocami morza. W książce jest ponad 70 przepisów - od śniadań, przez zupy, dania główne (pieczone, grillowane, zapiekane, duszone), warzywa i sałatki, dania z makaronem i ryżem, aż po desery i ciasta. Czasem przeglądając w księgarni pozycję "dietetyczną" widzę same zielone liście i wego-wegańskie bezglu- bezmle- bezcu- potrawy, które oznaczają dla wielu osób zbyt radykalne zmiany w nawykach żywieniowych. U Kudłatych Kucharzy wszystko wygląda cudownie apetycznie, mimo, iż wartości kaloryczne są dość niskie. To książka dla prawdziwych smakoszy, którą warto mieć na półce i sięgać po nią, gdy nadchodzi czas wiosennej odmiany.

Dave Myers, Si King "Kudłaci Kucharze na diecie"
2014r, wyd. Insignis, ok 190 stron,
cena ok 26-39 zł

Gordon Ramsey "Sekrety Szefa"


Jeśli  lubicie podglądać mistrzów sztuki kulinarnej nie tylko na ekranie telewizora, sięgnijcie po tę skromną, wydawałoby się książkę z przepisami Gordona Ramseya. Wiecie dlaczego lubię co jakiś czas wybrać się na warsztaty do prawdziwego mistrza kuchni? Bo znając swoja wartość, status na rynku gastronomicznym z radością dzielą się z "gołowąsami kuchennymi" drobnymi trickami i sztuczkami z profesjonalnej kuchni, dzięki którym nawet amatorzy mogą zabłysnąć przy własnej patelni. Na warsztaty u Ramseya nie licze w najbliższej przyszłości, ale z jego książki chętnie korzystam. 
W książce "Sekrety Szefa" już po pierwszym przejrzeniu znalazłam dla siebie kilka sztuczek, które z pewnością wykoztsram. Na przykład na tymbaliki ze świeżej makreli i ziemniaków w "kubeczkach" z karmelizowanych bakłażanów, czy sposób na nadanie ładnego kształtu stekowi z polędwicy wołowej, albo pomysł na pulpety w sałacie. 
Gordon Ramsey wykorzystuje w profesjonalnej kuchni w swoich restauracjach najwyższej jakości i dość drogie składniki, które często nie są u nas dostępne, albo zwyczajnie zbyt kosztowne. Jednak już samo przeczytanie książki i zastosowanie się do jego podpowiedzi naprawdę jest niezłą lekcją gotowania. Lubię książki kulinarne, w których autor gada, opowiada i daje się poznać. Właśnie tak jak Gordon Ramsay. "Sekrety Szefa" to jednak nie tylko opowieści, przepisy i tricki, ale też piękne zdjęcia potraw i sporo kolaży pokazujących etapy przygotowania dań - jak zwinąć roladę, zrobić pyszne spatzle, czy smażyć gryczane bliny. Moim zdaniem to książka, którą naprawdę warto mieć w swojej biblioteczce i często do niej zaglądać. 

Gordon Ramsay "Sekrety Szefa
2014r, wyd. Bellona, ok 220 stron
Cena ok 28-35zł

Gordon Ramsey "Dania w 5 minut"


No dobrze, to już polubiliśmy Gordona Ramsaya, już wiemy, że zdobywał gwiazdki i że wydaje fajne książki (czytaj wyżej), kupujemy kolejny jego tytuł? No niestety, ale "Dania w 5 minut" kompletnie do mnie nie trafiły. Lubię czyste, przejrzyste, pełne powietrza książki kulinarne. Nawet te wydanie w mniejszym rozmiarze mogą by przyjemne dla oka i łatwe w lekturze. Tu jednak przytłaczająca grafika, mnogość rozmiarów czcionek zniechęcają. Może to wymóg dosłowności grafiki przy zagranicznych przekładach? Książka została wydana w oryginale w 2007 roku, a przez 7 lat stylistyka wydawania książek kulinarnych bardzo się zmieniła. 
I nie oszukujmy się, nie ma szans zrobienia nawet łatwego tiramisu w 5 (dosłownie) minut. Myślę, że to błąd polskiego tytułu - w oryginale książka Ramsaya to "Fast Food", czyli gra słowna bo z jednej strony "fast", a z drugiej pyszne i prawdziwe jedzenie. 
Jeśli lubicie Ramsaya, można sięgnąć po ten tytuł przy okazji zakupów na stoisku z tanią książką, bo coś tam ciekawego można w niej znaleźć, ale z pewnością nie na "5 minut" pracy w kuchni. 

Gordon Ramsay "Dania w 5 minut" 
2014r, wyd. Bellona, ok 250 stron
Cena ok 19-35zł

Beata Śniechowska "Smaki marzeń"



Oglądałam pierwszą polską edycję Master Chef, bo po prostu trzeba mieć własne zdanie. Show, rozrywka, ale niekoniecznie baśń o odkryciach kulinarnych na miarę "muszę to zrobić w domu!". Gdy ruszyła druga edycja obejrzałam ledwie kilka odcinków, na więcej szkoda mi było czasu. Jednak była w programie jedna, szalenie wyróżniająca się uczestniczka, która na końcu wygrała tytuł Master Chefa. Skromna, prześliczna Beata Śniechowska, doktorantka Politechniki Wrocławskiej. Skupiona, konkretna, niemal laborantka w kuchni, a jednocześnie szalenie kreatywna. W zasadzie każde danie (słynna tarta z móżdżku, której nie podała) zaskakiwało, ciekawiło, dawało do myślenia. Samouk, entuzjastka i tropiciel ciekawych połączeń smakowych
Częścią kontraktu dla zwycięzcy jest wydanie własnej książki kulinarnej. I wiecie, idzie to błyskiem. Program jest nagrywany wcześniej niż emisja w tv, ale zaraz po jego zakończeniu w ustalonym, prostym formacie powstaje książka, która ukazuje się niemal natychmiast po zakończeniu całej serii w telewizji. I tej pozycji można zarzucić wiele, że Beata przedstawiona jest jak modelka na przestylizowanych fotach portretowych, że Moran nawet "pisze nie po polskiemu", co brzmi paskudnie. Oczywiście promowany silnie jest sam program (no a jakżeby inaczej, w końcu to książka "MasterChefa"), a o samej autorce i od autorki niewiele się dowiemy, w książce brakuje nawet spisu potraw. No bywa, no nie każda książka musi "artystyczna", ale... zerknijcie na przepisy. Każdy opatrzony jest ładnym, apetycznym zdjęciem, a pomysły Beaty są po prostu świetne! Proste, inspirujące, no aż chce się gotować. Bardzo spójnie napisana, w punktach i z dbałością o szczegóły. 68 przepisów na ciekawe dania - zupy, przystawki, świetne ryby, mięsa, aż po proste, ciekawe przekąski i desery.  I wiecie co, sama bym się o to nie podejrzewała, ale … naprawdę namawiam Was na książkę Beaty, abo po prostu wszystko z niej będziecie chcieli ugotować. I jeśli autorka otworzy kiedyś swoją restaurację, z radością się do niej wybiorę. 

Beata Śniechowska "Smaki marzeń"
2014r, wydawca TVN (poprzez Wydawnictwo Znak), ok 150 stron
Cena ok 30-39zł

"Uczta Lodu i Ognia" na podstawie  "Gry o tron" George'a R.R. Martina

oficjalna książka kucharska  świata "Gry o tron"
autorstwa Chelsea Monroe-Cassel i Sariann Lehrer



Lubię jeść literaturę, zawsze wyłapywałam w książkach te fragmenty, gdy detektyw zajadał się ulubionym gulaszem, bohaterka lekkiej powieści dla kobiet piekła cudowne ciasta, które zmieniały świat, a królowie i władcy na kartach powieści zasiadali do wielogodzinnych biesiad. Często brakowało mi w takich chwilach "konkretu". Podpowiedzi, idei, pomysłu kulinarnego, który pomógłby odtworzyć wyobrażone, a opisane przez pisarza danie. "Uczta Lodu i Ognia" to taka interpretacja wybujałej kulinarnie wyobraźni George'a R.R. Martina i przełożenia jej na gramy i mililitry. Co ciekawe, sam pisarz przyznaje się, że nie umie gotować, że jest raczej smakoszem. Potrafi pichcić jedynie słowami - dodaje "tłustych, mięsistych rzeczowników, chrupiących czasowników polanych sosem z przymiotników i przysłówków". Wspaniałe wyzwanie dla badaczy historii, by najsmaczniejsze, wolne od tłuszczu i kalorii zdania przeobrazić w realne potrawy, którymi zajadali się fikcyjni bohaterowie opowieści rodów Westeros. 
Autorki książki Chelsea i Sariann zaczęły od pisania bloga The Inn at The Crossroads (Karczma na Rozdrożu), który szybko zgromadził wielu fanów twórczości Martina, pragnących odtworzyć smaki jego świata we własnej kuchni. Autorki zbierały materiały analizując kuchnię średniowieczną, a na potrzeby przepisów z Westeros, adaptowały dawne receptury do współczesnych realiów i dostępności produktów. W 2012 roku wydały książkę z przepisami, która stała się "oficjalną książką kucharską świata Gry o Tron"
Znów wciągnął mnie kolejny sezon serialu w HBO, tym razem w poniedziałkowe popołudnia, przygotowuję przekąski i małe danka, które mają nam umilić wieczorną ucztę filmową - placuszki z jabłkami jadane na Murze, zwędzone ciasteczka Aryi, smażone placuszki kukurydziane, którymi w Królewskiej Przystani zajadał się Tyrion Lannister, pasta z ciecierzycy z Dorne, czy miodowe paluszki z Tyrosh. 
Dałam się porwać - książce Martina, serialowi w HBO i oficjalnej książce kucharskiej "Uczta Lodu i Ognia". Jeśli i Was porwał świat wymalowany przez Geaorge'a R.R. Martina, koniecznie sięgnijcie po książkę i zajrzyjcie na bloga autorek przepisów. Podpowiadają jak przygotować całe menu na przyjęcie w stylu Westeros. Książka jest także wyśmienitym pomysłem na prezent dla fanów powieści i serialu.

Chelsea  Monroe-Cassel, Sariann Lehrer, "Uczta Lodu i Ognia"
2013r, Wydawnictwo Literackie ok 240s stron
Cena ok 25-34 zł - książka dostępna jest również jako ebook !

Jeffrey Hammelman "Chleb"



"Biblia", "encyklopedia", "elementarz"… chleba. Tak piszą o słynnej książce Jeffreya Hammelmana domowi piekarze, wyznawcy bochna chleba. Książka wydana została 10 lat temu i w ubiegłym roku jej drugie wydanie ukazało się wreszcie w polskim tłumaczeniu. Prawdopodobnie spodziewałam się cudu, łaski oświecenia, która spłynie na mnie, gdy tylko dotknę okładki. Gromu, który we mnie trzaśnie i zamieni w boginię domowego chleba. No otóż jednak nią nie będę.
"Chleb" Hammelmana to z pewnością jest biblia i elementarz dla domowych, ale też tych bardziej ambitnych piekarzy. W polskim wydaniu konsultowała książkę Eliza Mórawska, której zasługi w szerzeniu wiedzy o domowym pieczeniu chleba są powszechnie znane. Książka jest wydana jak podręcznik, z całym mnóstwem rycin, tabel, przeliczników i technicznych wskazówek, a także poręcznym słownikiem co trudniejszych określeń ze świata piekarzy. Zawiera 140 przepisów na chleby, bułki, bagietki, brioszki, a nawet krakersy, naleśniki, czy gofry. Prezentuje techniki  zagniatania ciasta, wyplatania chałek, czy dekorowania wypieków słonych. Ma niewiele fotografii i zdecydowanie bliżej jej do podręcznika akademickiego, niż "książki kucharskiej". Myślę, że powinna być na liście podręczników każdej szkoły gastronomicznej, szczególnie z ambicjami wykształcenia piekarzy i pasjonatów dobrego pieczywa.
To zdecydowanie nie jest pozycja dla leniuchów (takich jak ja). Jeśli macie potrzebę wchłaniania wiedzy, rozwijania się w temacie wypieków w domowym piecu, musicie mieć tę pozycję na półce. Jeżeli wśród bliskich, czy przyjaciół macie pasjonata z zacięciem laboratoryjnym, koniecznie mu tę książkę sprezentujcie (o ile jeszcze jej nie ma). Ja się z nią póki co przesypiam, może kiedyś uda mi się przez nią i jako babcia będę wnukom piekła prawdziwy chleb w tysiącu wariantów. Cóż za kusząca perspektywa...
Albo jeszcze lepiej! jeśli słyszeliście o kimś, kto prowadzi praktyczne warsztaty pieczenia chleba na podstawie tej książki, czy wręcz wykłada ją w sposób bardziej "przyjazny" dla osób bez owego zacięcia laboratoryjnego, to ja koniecznie poproszę o namiary, obiecuję być pilną kursantką.

Jeffrey Hammelmann "Chleb"
2013r, wyd Buchmann, ok 480 stron
Cena ok 39-53zł

11 komentarzy:

  1. A ja jestem ciekawa recenzji tej ksiazki na samym dole : "Smaki kuchni wloskiej! :) Gordona w 5 min., chleb i wielka ksiege kucharska tez mam :))

    Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tej książce poświęciłam osobny post :)
      http://www.chillibite.pl/2014/04/smaki-kuchni-woskiej.html

      Usuń
  2. Witam
    Widziałam u Pani przepis na omlet cesarski a czy zna może Pani przepis na Topfenschmarrn?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam w planach dopiero :)

      Usuń
    2. Będę czekać na przepis :) A czy orientuje sie Pani, czy w oryginalnym przepisie na omlet cesarski występuje cukier waniliowy? Widzialam kilka takich :)

      Usuń
    3. Bardzo polecam przepis na kaiserschmarrn na moim blogu: http://www.chillibite.pl/2012/02/omlet-cesarski-w-nieadzie.html
      Używam w nim ekstraktu wanilii. W sprzedaży nie występuje cukier waniliowy, a jedynie wanilinowy, tj aromatyzowany syntetycznym produktem, którego nie polecam, lepiej wybrać na ekstrakt naturalny wanilii.

      Usuń
    4. Dziękuję za przepis na pewno skorzystam :) Ale rzeczywiście w tych austriackich omletach cesarskich jest on dodawany, czy to składnik "dodatkowy" ?;) szukam takiego tradycyjnego przpepisu :)

      Usuń
    5. Ja uczyłam się w restauracji o tradycjach austro-wegierskich, w której receptury nadzorował Kurt Scheller. Szczerze powiem, ze z wanilią jest boski!

      Usuń
    6. To była na pewno wspaniała przygoda i doświadczenie :) Gratuluję :) Co do przepisu to czytałam, ze był on przez wielu kucharzy udoskonalany i "przerabiany" wg. własnych upodobań kucharza, wiec moze to też taka wersja Kurta Schellera? :) Zastanawiam się, czy kiedyś mieli takie aromaty waniliowe :)

      Dziękuję za odpowiedź i przepraszam za kłopot

      Usuń
  3. Oj, ja też, jako, że piekę w domu chleb od jakiegoś czasu skusiłam się na Hammelmana - że niby taka biblia. Ale wychodzą mi z tych przepisów same gnioty... Bardzo dziwna książka - z jednej strony mnóstwo szczegółów technicznych i wymagania jak z profesjonalnej piekarni (porady przy przepisach w stylu włącz wtrysk pary do piekarnika na 10sek - niby jak???), a z drugiej strony każdy chleb ma dodatek drożdży (sam autor jest chyba przekonany, że na samym zakwasie się nie da...) i niemożliwie krótkie czasy wyrastania. Ja nie wiem, może za mało wiem, ale póki co rzuciłam tę książkę w kąt i korzystam z czytelniejszych dla mnie, bardziej przejrzystych przepisów - choćby z internetu, wiele osób przećwiczyło już pieczenie chleba i dzieli się spostrzeżeniami przydatnymi w naszych warunkach. A tak poza tym - to pieczenie chleba jest banalnie proste. Po prostu trzeba parę razy dodać mąkę i chleb w odpowiednich proporcjach i wymieszać, a reszta to czekanie;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie wczoraj odebrałam z poczty "Ucztę lodu i ognia". Pięknie wydana, twarda oprawa i przystępna cena i przepisy intrygujące wielce! bardzo podoba mi się, że obok starych często średniowiecznych receptur pojawiają się ich współczesne wersje :) tylko gdzie tu kupić grzechotnika!?!
    Myślę, że nie jedno danie z niej przygotuję i tak jak serial mnie co raz bardziej irytuje tak książkę kocham niezmiennie i tę pokocham również :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za pozostawiony komentarz i zapraszam częściej :)
ze względu na ogromną ilość spamu z robotów, zmuszona byłam wprowadzić weryfikację obrazkową i logowanie. Przepraszam za utrudnienia...
(uwaga - jeśli komentarz zawierał aktywny link, nie będzie publikowany)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...