Prawdziwy rosół - kuchnia z serca domu

Przeglądam ostatnio historię kilku lat prowadzenia bloga i ku mojemu ogromnemu zdziwieniu brakuje na nim kilku najbardziej podstawowych przepisów na potrawy, które są podstawą mojej kuchni rodzinnej. Ile by nie wymyślać pomysłów na tarty, sosy do makarony, zupy kremy, czy najbardziej rozkoszne ciasta, to jednak są takie smaki w kuchni, które mam niemal w krwiobiegu. Właśnie o nie dzieci pytają najczęściej, do nich wracamy w zimowe weekendy, gdy czas przygotować tradycyjny rodzinny obiad. To moja kuchnia z serca domu. Jedną z najbardziej tradycyjnych zup w moim domu był prawdziwy rosół, do którego mama ponad 30 lat temu robiła domowy makaron. 


Pewne dźwięki, zapachy i smaki zabierają mnie do domu. Czasem wirtualnie, częściej zupełnie dosłownie. Wczoraj pewnym utworem zainspirował mnie Staszek Plewniak z F.O.U.R.S. - dziękuję.   (już w przyszłym tygodniu chłopaki znów pojawią się na TEDx Warsaw - cant' wait! )
Tymczasem Staszkowa inspiracja - John Legend i "Coming Home", posłuchajcie...



Przepisy z kajetu mamy, karteluszków babci, czy wynotowane ze wspomnień najwcześniejszego dzieciństwa. Ten blog nie byłby prawdziwie moim, gdyby ich tu zabrakło. Już kilka z nich jest na blogu, a od dziś mają etykietę "kuchnia z serca domu". Jeśli zechcecie skorzystać z moich rodzinnych przepisów, to wspaniale, jednak ten cykl dedykuję przede wszystkim własnym dzieciom, by kiedyś miały źródło, do którego mogą sięgać, chcąc odtwarzać nasze rodzinne smaki we własnych kuchniach. Nie wiem, czy zawsze będę miała siłę i energię na piękne fotografie i wymuskane stylizacje rodzinnych potraw. Wcale nie o to tym razem...

Prawdziwy rosół nie ma nic wspólnego z gotowymi "kostkami rosołowymi", czy "bulionami instant". W naszym rosole było zawsze kilka mięs, trochę kości, przyprawy i warzywa. To też tradycyjna zupa na jesień i zimę, a także świąteczne obiady rodzinne.
 Rosół zazwyczaj gotuję wieczorem, by był gotowy na następny dzień. Czasami płomień pod garnkiem gaszę późnym wieczorem, jednak bez względu na porę, wychylając głowę z kuchni wołam gdzieś w górę schodów - fto fceee, fto fceee, malowane ofceee. Zapach gotującego się rosołu nie ma szansy zmylić dzieci, wiedzą doskonale co będzie wyjadane. Nie zgadniecie - nie będzie to wyśmienite mięso, które samo odchodzi od kości, ani gorąca marchew, czy pełen smaku kawałek selera. Gdy wszyscy domownicy tłoczą się przy blacie kuchennym lub stole w jadalni, wyciągam z rosołu cudownie aromatyczną kapustę włoską. Może niektórzy będziecie się śmiać, ale kawałek kapusty włoskiej jest w naszym domu obowiązkowym składnikiem rosołu - raz dla smaku oczywiście, ale dwa - właśnie dla tego wyjadania. Ale nie myślcie sobie, że taką kapustę kroję na pięć części i każdy zjada swoją. Wyjmuję kapustę na spory talerz, tradycyjnie ja lub mąż z jednego kawałka odkrawamy małe kęsy, odrobinę solimy i karmimy tak dzieciaki na zmianę. Nieważne, że najmłodsza już wieku, gdy chciałaby malować paznokcie, a najstarszy o głowę mnie przerósł. Tak jest d.o.b.r.z.e...


Prawdziwy rosół
korpus wiejskiego kurczaka i skrzydło z indyka (lub 1 cały wiejski kurczak)
1 kg dobrej jakości mięsa wołowego (pręga antrykot, łata, szponder)
kilka kości wołowych
sól
ziarna czarnego pieprzu
ok 6 ziaren ziela angielskiego
liść laurowy
kilka goździków
1 cebula w łuskach
2 marchewki
1 pietruszka
kilka gałązek świeżego lubczyku
kilka gałązek natki pietruszki
2-3 suszone śliwki
kawałek selera
nieduży por
1/4 główki włoskiej kapusty

Kości wołowe ułóż na blasze i piecz w temp 240°C ok 20 minut, aż dobrze się zrumienią. 
Do sporego garnka włóż całe mięso oraz podpieczone kości. Zalej zimną wodą, dosól, wstaw na niewielki ogień i zagotuj. Po zagotowaniu zmniejsz płomień i pozwól mu ledwie pyrkotać na najmniejszym płomieniu. Tak gotować się powinien ok 3-4 godzin, aż mięso będzie zupełnie miękkie. W międzyczasie odszumuj wywar kilkukrotnie. 
Cebuli nie obieraj, ale przekrój w poprzek na pół, nadziej obie połówki na widelce i opal nad płomieniem (lub przypal na suchej patelni). Zwiąż w bukiecik natkę pietruszki, lubczyk, por i włóż do garnka. Dodaj umyte i oczyszczone warzywa, przypaloną cebulę i pozostałe przyprawy.
Dolej zimnej wody i ponownie zagotuj, a następnie znów zmniejsz płomień i gotuj ok 30 minut. 
Gdy warzywa będą miękkie, wyjmij zioła i warzywa i przelej rosół przez sito. Wystudź rosół i zdejmij z wierzchu tłuszcz. Ponownie przecedź przez gęste sito.
Gdyby rosół nie był klarowny, możesz sklarować rosół białkiem: na gotujący rosół wlej ubite na lekka pianę białko i zamieszaj, aż całe się zetnie. Przecedź przez sito.
Rosół podawaj z drobnym domowym makaronem i świeżym lubczykiem lub natką pietruszki.

Ugotowane zmielone mięso możesz wykorzystać do pasztetu lub odpowiednio doprawić i zrobić farsz to "pasztecików" zawijanych w naleśniki. Kiedyś zamieszczę też przepis na takie paszteciki :)

14 komentarzy:

  1. gotowałam w środę rosół i ten zapach, który wypełnia wtedy dom, to jest lek na całe smutki śnieżnego początku wiosny.

    W garnku miałam prawie identyczny skład. U mnie było kilka ząbków czosnku w łupince, nie miałam za to goździków i powiem szczerze, że ciekawi mnie ten dodatek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rosołowe wibrrracjeee :))
      Goździki to fajny akcent w rosole, ale "nieoczywisty" jeśli chodzi o rozpoznanie. Rosół ma "to coś", jeśli ktoś sam w rosole ich nie używa, nie wpadnie na to skąd ów "coś" się bierze :) a czosnek to inne rejony Polski raczej. Wydaje mi się, że Polska południowa - skąd pochodzisz?

      Usuń
  2. taaak... to prawdziwy rosół :) moja mama taki gotowała choć nie z wiejskiej kury :) ale wół był obowiązkowy. Potem do niego sos ogórkowy albo musztardowy... albo z mięsa farsz do naleśników właśnie a z rosołu barszczyk :) ale mi smaku narobiłaś :) miłego weekendu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. to zdecydowanie rosół jaki jadałam u Babci. aktualnie rosołu nie tknę, nie wiedzieć dlaczego..

    OdpowiedzUsuń
  4. hej, hej, przypomniało mi się jak w dzieciństwie (spędzonym na prawdziwej wsi) babcia w niedzielę "nastawiała" rosół. Wszystko się zgadza! No oprócz goździków :) ja teraz dodaję też kilka do rosołu, przypomniałaś mi zapach unoszący się z kuchni, poczułam teraz jak babcia smaży cebulę wprost na blasze :) i choć jej już nie ma, tej wsi takiej sprzed 25-30 lat też nie, to naprawdę miło jest choćby mieć wspomnienia. Ja też staram się zawsze rosół tak gotować by miał duszę, szybkie gotowanie odpada. Pozdrawiam tych co gotują bez pośpiechu...

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam domowy rosół mojej mamy, który jest niezwykle podobny w przygotowaniu jak Twój - i wiem, że słowo uwielbiam staje się coraz bardziej wyświechtane, ale tak mam, że rosół po prostu uwielbiam - kocham miłością bezgraniczną jego smak, aromat i domowy makaron podawany na talerzu zalany aromatycznym wywarem. Kocham wszystkie wspomnienia i sentymenty związane z tą zupą - babcię doglądającą czy rosół aby tylko pyrka i nie gotuje się za mocno, czy makaron już doszedł i czy wszyscy są już przy stole.
    Najsmaczniejsza zupa mego życia to właśnie rosół, tradycyjnie od lat przygotowywany co niedziela...
    Rosół by również jedną z pierwszych potraw której uczyłem się od mojej babci - jako kilkulatek uczepiony babcinej spódnicy zaglądałem do garnka krzycząc, że to ja wrzucę wszystkie jarzynki... ach - kocham rosołek :D
    pozdrawiam <3
    R.

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam domowy rosół. Ja od jakiegoś czasu dodaję pod koniec gotowania dość sporo suszonego lubczyku, a świeżym razem z natką posypuję rosół na talerzach tuż przed podaniem. Przez wiele lat nie potrafiłam się przekonać do rosołu, a teraz nie potrafię wytrzymać tygodnia bez tej wspaniałej zupy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dokładnie taki rosół gotuję i moje dziewczynki przepadają za nim , a mięso później mielę przez maszynkę i robię im pierożki lub krokieciki . A tak poza rosołem to lubię pani bloga ,ciekawy bardzo. Pozdrawiam.anna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za dobre słowo Pani Anno :) my też lubimy paszteciki z rosołowym mięsem. Albo już klasycznie - dobrze doprawiony pasztet. Polecam też pasztet w koszuli: http://www.chillibite.pl/2012/12/pasztet-w-swiatecznej-koszuli.html
      Serdecznie pozdrawiam i zapraszam częściej :)

      Usuń
  8. Gotuje dziś rosół z Twojego przepisu. Opisałaś go tak sugestywnie, że nie mogłam się oprzeć. Nie mogę doczekać się konsumpcji, bo paaachniee tak, że język ucieka ;)
    Upomnę się też dyskretnie o przepis na te paszteciki zawijane w naleśniki. Bardzo mnie ciekawą :)
    Pozdrawiam
    Olatka

    OdpowiedzUsuń
  9. ile litrów wody do tych składnikow?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. duży, ok 7-7 litrowy garnek i zalać, aż woda przykryje składniki

      Usuń
  10. Skomplikowane i czasochłonne! :( nigdy takiego nie zrobiłam :( i nie wiem czy się odważę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam, smaku takiego rosołu nie da się podrobić idąc na skróty. Owszem gotowanie rosołu zajmuje sporo czasu, ale on tam sobie powolutku pyrka tylko :) Warto spróbować. Pozdrawiam

      Usuń

Dziękuję za pozostawiony komentarz i zapraszam częściej :)
ze względu na ogromną ilość spamu z robotów, zmuszona byłam wprowadzić weryfikację obrazkową i logowanie. Przepraszam za utrudnienia...
(uwaga - jeśli komentarz zawierał aktywny link, nie będzie publikowany)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...