Makaron z patisonem i pieczoną papryką

Lato w tym roku mnie pochłania, chociaż wszystko chyba zaczęło się wiosną. Zadzieram głowę wyżej niż sięga wzrok i gapię się na liście, siadam na trawie i szperam w soczystych źdźbłach. Mrówka, ważka, pszczoła. Patrzę trochę z boku na siebie, czytam inne książki, słucham nowej muzyki, wchodzę. Wchodzę głęboko w nowe projekty. Staję na środku targu i pozwalam zapachom i kolorom kształtować menu. A czasem wcale nie chce mi się gotować. W tym roku mniej przetworów, więcej planów. Rzadziej kręcę makaron, częściej układam nowe figury z nadchodzących dni. Ugotuję dziś trochę słońca, doprawię zielem z ogrodu i wymieszam z włoskim makaronem - gemelli z mini patisonami i pieczoną papryką.



Po czterech latach od poprzedniej płyty, Alanis Morisette wydaje siódmy krążek, "Havoc and Bright Lights". Dawno jej nie grałam, trochę zapomniałam. A tu "Magical Child" jak dmuchawce w letnim wietrze, posłuchajcie tego utworu w wersji Guya Sigswortha, który produkował płytę...


Jeśli jeszcze nie byliście, jeśli cokolwiek Was powstrzymywało, nie zwlekajcie dłużej i koniecznie we środę (dowolną środę między 12:00 a 17:00) wybierzcie się pod Fortecę (kliknięcie przeniesie na dokładną mapkę) na stragan pod czerwonym namiotem, który należy do Pana Ziółko. Pozwólcie zawartości skrzynek podyktować menu na najbliższy weekend - fioletowe kalafiory, papryczka pomidorowa, pomarańczowe strąki paprykowe, rukola, kolendra, bazylia, dyna, cukinia i ... cudne, złociste, słoneczne, gadające mini patisonki. 


U pana Ziółko wymieniam uściski z Lulą i zaglądam do koszyka Niny. Spotykam też Davida z najbardziej smakowitego Magla na świecie, z którym zagaduję się na dobre pół godziny. Może jakieś stoliki/ kawa? ploteczki? Plac pod Fortecą znów okazuje się świetnym miejsce spotkań. 
Krótko i pospiesznie tym razem przeglądam zawartość drewnianych skrzynek. Po tych pogaduchach, zaczyna mi czas uciekać, ale ich nie da się nie zauważyć. Świecą najjaśniej na straganie, gapią się i kiwają na mnie zielonymi łodyżkami. Mini patisony, żółte jak słońce, jędrne, kuszące, cudownie letnie.


2-3 długie strągi pomarańczowej papryki
kilka ząbków czosnku
młoda cebula cukrowa
masło
kilkanaście mini patisonów
białe wino
świeży tymianek
garść niesolonych pistacji

Opal strąki papryki nad płomieniem kuchenki (lub piecz ok 15 min w temp 200°C), aż skórka stanie się czarna. Przełóż ją na kilka minut do plastikowego worka, a gdy lekko przestygnie, ściągnij skórkę.
Na 2 łyżki masła wrzuć posiekany drobno czosnek i cebulę pokrojoną w cienkie piórka. Podsmażaj, aż nieco zmiękną i staną się szkliste. Dodaj pokrojone na 4 lub 6 części mini patisony, wymieszaj, aż masło dokładnie pokryje patisony. Podsmażaj na sporym ogniu przez kilka minut, dodaj pół kieliszka białego wina, przykryj patelnie pokrywką i podsmażaj na niewielkim ogniu ok 5 minut. W międzyczasie ugotuj makaron.
Gdy patisony już zmiękną, odkryj pokrywę, zwiększ płomień i pozwól, by nieco odparowały. Dodaj porwaną na mniejsze kawałki paprykę (bez skórki) i wymieszaj. Dopraw solą i świeżo mielonym pieprzem. 
Teraz możesz sos dokończyć wg uznania - dodając nieco oliwy lub śmietanki kremowej albo 2 łyżki koziego twarożku. Każda wersja jest pyszna. Dodaj listki świeżego tymianku, wymieszaj z ugotowanym makaronem (możesz dodać nieco wody z gotowania, gdyby sos był zbyt gęsty). Podawaj z siekanymi pistacjami. Summer plate gotowy!

18 komentarzy:

  1. Przy następnej wizycie u pani Toni, u której zaopatruję się w jaja, sery i zioła poproszę o mini patisony, których przyznam - bałem się podczas ostatniej wizyty. Najzwyczajniej w świecie nie wiedziałem jak się do nich zabrać :)
    Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rafał - koniecznie! ja ostatnio się karczochów wystraszyłam hihi

      Usuń
  2. Ja lubię jeszcze cukinie miniaturki, które kupiłam sobie u pana Ziółko na straganie przed Zamkiem Ujazdowskim. No i te wszystkie sałaty, od których aż kręci się w głowie! Ale przed Fortecę jakoś jeszcze nie dotarłam. Może w tym tygodniu albo w następnym...Piszesz, że oni tam są co środę, bez względu na porę roku?

    Pozdrowienia ślę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O taaak a takie cukinie to na surowo można zjadać :)

      Usuń
  3. uwielbiam tu zagladac :)

    wiec:

    Kochana nominowalam cie do wyróznienia :))) Versatile Blogger Award :)
    za inspirujący i lekko czytajacy sie blog :)))

    http://olesia-nagazie.blogspot.co.uk/2012/08/versatile-blogger-award.html

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło i dziękuję :) serdeczności!

      Usuń
  4. oj ależ ja zazdroszczę takich zakupów u Pana Ziółko! Małżon bazuje na zakupach w markecie a ja z lekka uziemiona w domu buuu :( smaku mi narobiłaś i na zakupy i na takie danie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ajajaj uziemienie... wyśij mauża z misją Zioło i Ziółka, niechaj spełnia kaprysy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdzie nie mogę znaleźć mini patisonów ostanio....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joanno, jesli jesteś z Wwy, koniecznie jedź pod Fortecę we środe do p. Ziółko.

      Usuń
  7. Szellko, bardzo często do Ciebie zaglądam. Dziś zgłosiłam Twój blog do Versatile Blogger Award. Po szczegóły zapraszam do mnie:
    http://kuchniaaleex.blogspot.com

    Pozdrawiam, Aleex.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aleex, bardzom wzruszona i dziekuję za takie miłe wyróżnienie :) zasyłam serdeczności i zapraszam częściej!

      Usuń
  8. Tragedia, na zakupy u Pana Ziółko mam ochotę już od dłuższego czasu, ale nie mam szans, bo we środy pracuję od 8 do 19. Czy jest szansa żeby znaleźć go jeszcze gdzieś?
    Choć generalnie jestem mało internetowa, to odkąd trafiłam na Twój blog szukając przepisu na konfiturę paprykową (wyszła pyszna!), regularnie tu zaglądam. Bardzo lubię Twoje lekkie "pióro", a gdy czytałam Twoje wrażenia i oglądałam zdjęcia z włoskich wojaży, od razu wspomniałam dzień targowy w Ferrarze z wyborem oliwek (chyba z 10 rodzajów), serów, długą na ponad metr i grubą na 20 cm mortadelą oraz wielkimi, chyba 10-kilowymi bochnami chleba. Równie wspaniałe były targowiska w Wenecji: rybne, gdzie na oczach klientów sprawiano superświeże ryby i ściągano do beczki atrament z kałamarnic, oraz owocowo-warzywne, a tuż obok sklepik z kopcami najróżniejszych przypraw. No i jeszcze Sirmione, które uwiodło mnie swoją malowniczością. Nie mogę się doczekać kiedy będę mogła znów wybrać się do Italii.
    Pozdrawiam, Anka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, poszperaj na stronie Pana Ziołko, podaje tam kilka lokalizacji. W w czasie akcji zielony Jazdów bywa w soboty pod CSW. Wydaje mi sie, ze bedzie tam też w sobotę 1 września, razem z panem Wolnym od Kazimierskich miodów i p. Majlert.
      Bardzo Ci dziękuję za ciepłe słowo :) Sirmione mnie zachwyciło. Na Wenecję mam ogromną chrapkę, ale nie w szczycie sezonu turystycznego. Targ rybny był fantastyczny, next time lokujemy się na campingu pod Wenecją i będę kupować morskie cuda na targu! promis :) Ja tez już tęsknię za Italią...

      Usuń
  9. "Ugotuję dziś trochę słońca..." - uwielbiam Twoje plastyczne opisy. Czuję kolory, zapachy, dźwięki, grę świateł. Do tego Alanis i czuję się jak na skrzydłach.
    Jest pięknie.
    Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Awu, oj jaki miły komentarz, dziękuję :) a dziś ponoć był Dzień Blogera - no to sprawiłaś mi piękny upominek :)

      Usuń

Dziękuję za pozostawiony komentarz i zapraszam częściej :)
ze względu na ogromną ilość spamu z robotów, zmuszona byłam wprowadzić weryfikację obrazkową i logowanie. Przepraszam za utrudnienia...
(uwaga - jeśli komentarz zawierał aktywny link, nie będzie publikowany)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...