Skandynawskie pączki cynamonowe i wspólne faworkowanie

Po prostu szaleństwo! Od końca listopada aż po pierwszą dekadę stycznia nie mogłam wykaraskać się z grypy i wszelkich jej dalszych powikłań, w międzyczasie zmieniłam komputer i wciąż oswajam się z nowym. W chwilach odzyskanej energii zrobiłam furę porządków - w mailach, zdjęciach, szafach, książkach. I tak bardzo jak nie cierpię Sylwestra, tak uwielbiam wręcz porządki noworoczne i wiosenne. Latem wcale nie mam na nie energii, a jesienią czasu. Kolejne zmiany już zapoczątkowane, dziać się będą niebawem, och no i dni coraz dłuższe! Czy przez przypadek szalejecie w kuchni karnawałowo? może już pączkowo/chrustowo? Zapraszam warszawiaków na wspólne smażenie faworków, a wszystkim polecam skandynawskie pączki cynamonowe z musem jabłkowym.




Bardzo krążę ostatnio w skandynawskich, żeby być precyzyjnym, szwedzkich klimatach, ale o tym za chwilę. Znacie może Lizę Ekdahl, bardzo ciekawą szwedzką wokalistkę śpiewającą w jazzowych klimatach - pycha! sami posłuchajcie...


Ale zanim szwedzkie pączki, może usmażymy razem całą furę naszych cudnych, polskich faworków/chrustów? albo zrobimy piękne karnawałowe róże? W latach poprzednich organizowałam u siebie spotkania dla kobiet - warsztaty faworkowania. Każda z uczestniczek wracała do domu z pudłem najdelikatniejszych pod słońcem, cudnie chrupiących, pachnących wanilią faworków. Może i w tym roku uda się jakie spotkanie zorganizować, kto wie?
Tymczasem jednak wszystkich, absolutnie wszystkich warszawiaków zapraszam na Sobotnie Faworkowanie, które 19 stycznia w Sto900 (Solec 18/20) organizuje Slow Food Warszawa. Wstęp to tylko 10zł, a zabawy co niemiara. Kto wie, może po powrocie do domu nabierzecie też ochoty na hiszpańskie churros?

Ale wróćmy na chwilę do Szwecji. W czasie ostatnich tygodni choroby chyba dwukrotnie wyczytałam normę książek przypadającą na statystycznego Polaka. Od jakiegoś czasu kupuję znacznie mniej książek, bo mimo kilku bibliotek i wielu półek z książkami, które są chyba w każdym pomieszczeniu naszego domu, mam wrażenie, że miejsce na książki niebezpiecznie się kurczy... Ale oto Św. Mikołaj podrzucił mi pod choinkę Kindla w pięknej czarnej okładce, z podświetlanym ekranem i och, czytam, czytam czytam! Nawet w środku nocy bez zapalania lampki, i w metrze, i w poczekalni u lekarza i jeszcze  w środku nudnej konferencji :)) Nareszcie mogę ograniczyć ilość kupowanych książek papierowych wyłącznie do tych "wielokrotnego użytku", co mnie ogromnie cieszy, a na Kindla kupować "szybkie" lektury, trochę bardziej "jednorazowe". Czy ja już się kiedyś Wam przyznałam na przykład, że uwielbiam kryminały? A od kilku lat przepadam za skandynawskimi. Pochłonęłam ciurkiem już drugi raz Larssona, całą Läckberg, Åke Edwardsona (uchh Åke - cóż za imię!), a ostatnio Lizę Marklund. 

Wertuję od kilku tygodni przepisy (na papierze) Camillli Läckberg i Christiana Hellberga, które wydali pod kuszącym dla fanów serii tytułem "Smaki z Fjällbacki". No ale halo, cóż jakaś tam specjalistka od krwawych zbrodni może wiedzieć o kuchni, żeby porywać się na pisanie książki kucharskiej? Może chodzi o nazwisko i "jechanie na sławie"? Nic bardziej mylnego. Współautor książki jest jednym z najlepszych szwedzkich kucharzy, a jednocześnie szkolnym kolegą Camilli i tak jak ona pochodzi z "najkrwawszego" nadmorskiego miasteczka w Szwecji - Fjällbacki. Hellberg (nie mylić z Bertilem Mellbergiem) nauczył się jeść i odkrywać smaki jako nastolatek, bo potem wykazać się wielkim talentem. Autorka kryminałów w książce plecie wspomnienia smaków dzieciństwa i miłości do kuchni, którą zaszczepił w niej ojciec, a dziś kuchnia to jej hobby. 

Dzięki pięknym, klimatycznym zdjęciom Niklasa Bernstone'a, książka jest pełna smaku, krzyku rybitw i chłodnych podmuchów wiatru. Nawet jeśli nie wszystko z niej uda się przyrządzić w domu (bez dostępu do najlepszych świeżych ryb i owoców morza), to z przyjemnością ugotowałam z niej już kilka pozycji. Są dwie rzeczy, których w tej książce mi bardzo brakuje. Po pierwsze nie ma oryginalnych szwedzkich nazw potraw pod każdym polskim tytułem. Nie rozumiem dlaczego wydawcy pomijają ten jakże istotny element książek kulinarnych. Coraz częściej podróżujemy po świecie i przyjemność zamówienia  "maldelberg" we Fjällbace byłaby ogromna (zamiast doszukiwania się jak to z polskiego na angielski przetłumaczyć, a potem co z tego pozostanie po szwedzku). Ja uwielbiam znać chociaż kilka słów w języku każdego kraju do jakiego się odwiedzam, a znajomość oryginalnych nazw potraw bywa nieoceniona! Owszem we wstępie do każdego rozdziału Camilla często do szwedzkich nazw się odnosi, jednak jaką mają oryginalną nazwę pączki, o których piszę niżej? A może to są "vaniljbullar", które we wstępie do słodkiego rozdziału tłumaczone są jako "bułeczki waniliowe"? Jeśli tak, to tłumaczowi należy się klaps za zamieszanie w tłumaczeniach. Druga sprawa, która ogromnie mnie denerwuje to podawanie miar w dl, czyli objętościach. Nie jest dla mnie tłumaczeniem wyjaśnienie z początku książki, że w Szwecji tak podaje się wszystkie przepisy. Książki w Jamiego, Nigelli, czy Delii Smith mają inne miary dla różnych wydań w UK, USA, albo występują miary podwójne w treści przepisu. Przepisy Jamiego w Szwecji są... w szwedzkich miarach. Jeśli nawet nie ma gotowych (na pewno są) przeliczników szwedzko-polskich, wystarczyłby dobry redaktor kulinarny, żeby przeliczyć 9dl mąki na 550g, prawda? Czarna Owco - to wskazówka na przyszłość, jeśli będziecie wydawać coś kulinarnego. Na szczęście w Czarnej Serii miary wag i objętości nie występują :)



Autorzy tacy jak Camilla Läckberg są wyśmienitymi lokalnymi ambasadorami. Od pierwszych akapitów "Księżniczki z lodu" spodobała mi się atmosfera Tanum i Fjällbacki. Jednak od "Smaków" knuję, żeby w końcu wybrać się na zachodnie wybrzeże Szwecji. Punktem obowiązkowym wyprawy będzie maleńka nadmorska mieścina Fjällbacka, którą uwielbiała i często odwiedzała także Ingrid Bergman. Będę zajadać się turbotem, omułkami i wyśmienitym łososiem, a może nawet nauczę się w końcu jeść ostrygi (brrr). Będę poznawać wszystkie szwedzkie sposoby na śledzia i poszukiwać kawioru z pstrąga. Och marzy mi się taka podróż - śladami śledztw Ericki i Patrika, leniwe i niespieszne odkrywanie wysp archipelagu Bohuslän,  wędrówki skalistym wybrzeżem, a może nawet homarowe safari. Ech... pomarzyć...



Tymczasem jednak, w naszym polskim karnawale, szwedzkie pączki cynamonowe z wyśmienitym musem jabłkowym i pysznym sosem waniliowym prosto z książki Camillli Läckberg i Christiana Hellberga "Smaki z Fjällbacki". Pączki są niewielkie, chrupiące z zewnątrz i mocno cynamonowe wewnątrz. Nie są tak miękkie i puchate jak nasze karnawałowe pączki, jednak nie czerstwieją tak szybko. Nawet kolejnego dnia smakują bardzo dobrze. Wszystkich pączkolubów, którym zawsze mało jest nadzienia w pączku zachwyci forma ich podania - z indywidualnymi miseczkami z musem jabłkowym i cudownym kremem waniliowym, pycha! Gdy czytacie tego posta, po pączkach, które smażyłam nie pozostały nawet kryształki cukru, ale zostało mi trochę sosu i musu jabłkowego, będą doskonałe do weekendowych naleśników albo kolejnej pozycji z książki, ukochanych przez Camillę z dzieciństwa rachuszków taty Läckberga :)

Pączki cynamonowe
przepis przeliczony przeze mnie na gramy oczywiście
200g mleka
100g masła
50g świeżych drożdży (lub 2 torebki po 7g drożdży instant - patrz uwaga!)
2 jajka
1 łyżeczka mielonego cynamonu
100g cukru
550g mąki
mielony cynamon + drobny cukier + cukier puder do posypania

Mleko zagrzej z masłem, dodaj drożdże, wymieszaj i odstaw na chwilę, by drożdże ruszyły.
Przesiej do miski mąkę, dodaj cynamon, jajka, cukier i podrośnięte w mleku drożdże. Wymieszaj całość na gładkie ciasto. Z ciasta utocz ok 50 niewielkich kuleczek, ułóż na tacy i wstaw na 3 godziny do lodówki. Wyjmij pączki o 30 min przed smażeniem. W szerokim, niskim garnku ok 1 litra oleju rozgrzej do temperatury ok 160°C. W zależności od wielkości garnka smaż po ok 10-15 pączków jednocześnie, pilnując, by płomień był niewielki, dzięki czemu urosną w trakcie smażenia. Pączki po ok 5-8 minutach powinny z obu stron być rumiane. Smażąc pierwszą partię, rozkrój jednego pączka, by sprawdzić, czy nie jest surowy w środku i na tej podstawie ustal długość smażenia kolejnych porcji.
Wystudzone pączki posypuj przez sitko mieszanką grubego cukru, cukru pudru i cynamonu. 
Podawaj z musem jabłkowym i sosem waniliowym, najlepiej dla każdego łasucha w osobnej miseczce.
UWAGA - jeśli używasz drożdży instant, wsyp je bezpośrednio do mąki, a nie mleka. Potem dodaj ciepłe mleko z masłem i dalej jak wyżej.

Mus jabłkowy

ok 5-6 jabłek (użyłam odmiany ligol) 
70-100g cukru (w zależności od słodkości jabłek)
sok z 1 cytryny

Jabłka obierz, usuń szypułki i pokrój na kawałki, a następnie razem z cukrem i sokiem przełóż do garnka, przykryj i wstaw niewielki płomień. Jak tylko zaczną się dusić, zdejmij przykrywkę, wymieszaj i duś na średnim ogniu aż wszystkie jabłka się rozpadną (ok 10 minut). Zmiksuj żyrafą i odstaw do przestudzenia, chociaż świeże pączki z ciepłym musem smakują uchhh wybornie!

Sos bardzo waniliowy
zmieniłam nieco proporcje i podaję 2 wersje przygotowania sosu - klasyczną i w Thermomixie
200g mleka
100g śmietany kremówki 30%
50g cukru
ziarenka z 1 laski wanilii lub 1 łyżeczka ekstraktu wanilii
4 żółtka

wersja klasyczna:
Mleko i śmietankę zagotuj z ziarenkami wanilii. Żółtka utrzyj na puch z cukrem, cały czas miksując wlej do nich gorące mleko, wymieszaj i ponownie przelej do rondla. Cały czas mieszając podgrzewaj przez kilka minut (do temp ok 85°C). Przelej sos do miseczki i odstaw do przestudzenia. 
Sos jeszcze ciepły wyśmienicie smakuje z lodami śmietankowymi.

wersja na Thermomix:
Załóż motylek, dodaj wszystkie składniki: 10min, temp 80°C, obr 3 
Przelej sos do miseczki i odstaw do przestudzenia.

20 komentarzy:

  1. Mam tę książkę i absolutnie zgadzam się z Twoimi uwagami. Przynajmniej przepisu na pączki nie muszę już przeliczać :)
    Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mileno :) ja do każdego przetrenowanego przepisu wklejam karteczkę z przelicznikami danego przepisu, żeby było na zaś. Ciepło pozdrawiam :)

      Usuń
    2. ale po co przeliczac??? miary podawane w dl sa bardzo wygodne, kazdy w domu ma cos, co ma 100ml. A przy okazji wyprawy do Ikea polecam nabyc komplet miarek (ja mam ich po kilka w kazdym z domow: polskim i szwedzkim). Ja z kolei nie potrafie juz piec wg miar podawanych w gr, 10 lat w Szwecji przyzwyczailo mnie do wygodniejszej formy mierzenia, dobre wagi sa drogie i ciezkie, zajmuja miesce w polce, a miarki mieszcza sie w szufladzie ze sztuccami :-)

      Usuń
    3. Karolina, mam zestaw miarek, zestaw łyżek miarkowych i wszelkiej maści "pomocniki" do odmierzania. wierzę, że siła przyzwyczajenia jest największa, pewnie u mnie tak właśnie jest, ale od kiedy przerzuciłam się na wagę, mam zdecydowanie mniej mycia! zazwyczaj tylko naczynia, w których faktycznie coś rozgrzewam, rozpuszczam, miksuję, gotuję, czy mieszam, żadnych miarek po oleju, łyżek po maśle, szklanek po mące, czy kieliszków po mleku. Co do wagi - od kilku lat mam maleńką, bardzo dokładną, zachwycającą poręcznością wagę Soehnle Page (http://www.soehnle.de/en/products/kitchen-scales/digital-kitchen-scales.html?sy_produkt[id]=34&cHash=2a1c9152a2). Ten model mieści się na półce między książkami kulinarnymi, niewiele waży, a cenowo jest przystępna bardzo. Chyba tym razem - let's agree to desagree :)

      Usuń
    4. faktycznie, przyzwyczajenie to nasza druga natura :-)
      pozdrawiam :-))

      Usuń
  2. kochana, a czy mozna to zrobic z drozdzami suchymi? jesli tak doradzisz jakich zmian dokonac w przygotowaniu i ile tych drozdzy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ani Mai - jak najbardziej można użyć drożdży instant (np. Oetkera). Wg przeliczników 7g drożdży instant (1 torebka) = 25g drożdży świeżych :)

      Usuń
  3. pączki bardzo kuszące :) będzie trzeba się skusić :)

    OdpowiedzUsuń
  4. książka kusi mnie już od dawna tak jak i podroż do Szwecji! na miary nie zwróciłam uwagi a faktycznie szkoda, że nikt w przeliczenie się nie pobawił :( za to muzyka mnie dzisiaj zaczarowałaś!!! a pączki zrobię na pewno :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że muzyka się podpba. Udało się pączki? robiłaś już?

      Usuń
  5. "mocno cynamonowe wewnątrz" - i tu mnie masz :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetne pączuszki! Piękne zdjęcia.
    A nad książką się zastanawiałam, bo Camillę Lackberg bardzo lubię. Przeczytalam jej wszystkie kryminały:)
    Pozdrowienia!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Majana - książka nie odnosi się bezpośrednio do bohaterów książek Lackberg, jednak gdy masz w głowie jej książki, obraz Fjallbacki staje się pełniejszy dzięki smakom i opowieściom, które autorzy w niej snują. Lackberg uwielbiam!

      Usuń
  7. Kasiu, coś jest w tych szwedzkich książkach. Ostatni weekend też spędziłam w łóżku. Mąż dogadzał mi kulinarnie, a ja pochłaniałam kolejne książki Läckberg. Co do zachodniej Szwecji. Jedź koniecznie. My poznaliśmy ją ostatniego lata i moja miłość do tego kraju wybuchła ze zdwojoną siłą. A kąpiel w morzu Północnym... bezcenna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lo, ta podróż na pewno się wydarzy, muszę tylko ogarnąć logistykę i z pewnością będę CIę podpytywać o podpowiedzi :)

      Usuń
  8. one powinny pękać podczas smażenia? bo mi popękały i nie są okrągłe a ...dziwne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilka mi pękło (widać na zdjęciach), rosną w trakcie smażenia nieco. a czy smakują? :)

      Usuń
    2. smakowały:) sąsiedzi też się załapali i chwalili.

      Usuń

Dziękuję za pozostawiony komentarz i zapraszam częściej :)
ze względu na ogromną ilość spamu z robotów, zmuszona byłam wprowadzić weryfikację obrazkową i logowanie. Przepraszam za utrudnienia...
(uwaga - jeśli komentarz zawierał aktywny link, nie będzie publikowany)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...